Translate/ Tłumacz

czwartek, 14 czerwca 2012

Cz.7


 Staliśmy tak przed Amber, która patrzyła wyczekującym spojrzeniem.
- Ty z Harrym Styles'em?!- krzyknęła podekscytowana. Szybko zasłoniłam jej ręką usta.
- O jeden ton ciszej. - powiedział Harry
- Boże, ale wy się przecież nie znacie..
- Tak, po prostu zachciało mi się ją całować..i coś jeszcze..- powiedział i ukradkiem uśmiechnął się do mnie
Zignorowałam to.
- Amber, niczego nie było..
Ona jednak zwróciła się w stronę loczka. Była ładną, bystrą dziewczyną o oliwkowych oczach i miała hipisowski styl. Mimo to, nie była spokojna, była wariatką, która szalała na punkcie 1D i na punkcie Hazzy.
- A może najdzie cię też ochota na mnie?- zapytała i zaczęła przysuwać się do chłopaka.
Harry zaczął się do niej uśmiechać, jakby zapomniał, że stoję obok. Nie protestował  kiedy się do niego  przybliżała.
- Zayn miał racje - powiedziałam chłodno patrząc na nich z pogardą.
Harry dopiero zorientował się, że jestem kiedy usłyszał mój głos. Szłam w szybkim tempie, prawie biegłam. Usłyszałam Harry'ego za mną.
- Z czym miał racje?- zapytał z lekkiego oddalenia, bo nie  miał siły już za mną biec. Odwróciłam się do niego teatralnie .
- Jesteś podrywaczem, Harry- krzyknęłam i  poszłam dalej. Egzamin miał być jutro. Szłam przez zatłoczone polskie ulice, padał ulewny deszcz. 
Rozmazał mi się tusz do rzęs, włosy zrobiły się straasznie proste i całe mokre, tak jak moje ubrania.
Wyjęłam szybko telefon.
<Oczami Zayna>
- Rebbeko..- powiedziałem delikatnie przegryzając jej wargę. Dziewczyna siedziała mi na kolanach a jej ręce pieściły moją twarz. Obok mnie na kanapie leżał mój telefon. Zaczął dzwonić. Przysunąłem komórkę do siebie nie odrywając wzroku od mojej dziewczyny. Zobaczyłem kto dzwoni, moim oczom ukazał się napis ' Juls' . Szybko odebrałem połączenie.
- Juls, hej jak tam u ciebie?
- Miałeś rację- powiedziała zapłakana, w tle słychać było deszcz.
Rebbeka usłyszała jej ton głosu, bo siedziała na mnie.
- Co jej ?
Przyłożyłem jej palec do ust i krzyknąłem w stronę schodów.
- Ej! Stella, Lou  ciszej się bawcie bo ja tu gadam przez telefon!!
- Julie, ale co jest?
- Głupio gadać przez komę o tym. Dziwne pytanie, ale czy mógłbyś do mnie przyjechać?
- Niestety nie, przepraszam ..bardzo
- Dobrze, no trudno..- powiedziała do słuchawki i rozłączyła się. Była najwidoczniej rozczarowana.
<Oczami Julie>
Ledwo co rozłączyłam się z Zaynem, a już zdążył zadzwonić Lou.
- Halo?- zapytałam
- Jesteś przeziębiona ? - zapytał - Deszcz tam pada, czy co?
- Tak, pada. Co chciałeś Louis?
- Chciałem ci powiedzieć, żebyś wyszła na drugą stronę ulicy przed twoją szkołą.
Zmarszczyłam brwi. Wyszłam i zobaczyłam Louisa z komórką w ręku, który pomachał mi.
Stałam na pasach i czekałam zniecierpliwiona aż wszystkie samochody przejadą.  Przejechały. Szłam pośpiesznie przez ulicę, by w końcu być obok Louisa. W ręku trzymał bukiet czerwonych róż, też był mokry. Przez ten deszcz miał grzywę :D
Pobiegłam do niego. Rzuciłam  mu się na szyję jednocześnie oplatając nogami jego biodra. Trzymał mnie za nogi i przytulił się do mnie.
- Boże, dzięki, że chociaż ty przyjechałeś. Towarzystwo przyjaciela zawsze się przyda. - uśmiechnęłam się. Szybko spojrzałam na moje nogi wokół jego bioder i jego ręce na moich udach.
Uśmiechnęłam się i zeszłam z niego.
- Nie ma za co. Te róże są dla ciebie.- powiedział i wręczył mi kwiaty
- O, dziękuję. Aa..z jakiej to okazji?
- Jutro masz swoją  maturę , a że nie mógłbym być jutro przy tobie to daje ci je teraz. - uśmiechnął się słodko.
- Przejdziemy się ?- zapytał po chwili
- Może lepiej chodźmy do domu..
- A ile stąd masz drogi do domu?
- Em..z jakieś 15 minut..
- Potraktujemy to jako spacer :)
Szliśmy obok siebie. Nagle Louis zaczął rozmowę.
- A Harry przypadkiem do ciebie nie pojechał?
Zawiesiłam wzrok na conversach. Louis dostrzegł, że mam krótkie opięte poszarpane spodenki. Lekko się zarumienił.
- Nie jest ci za zimno w tych spodenkach?
- Przecież pada deszcz Lou. Oczywiście, że jest mi zimno. Loui nie zważając na to czy będzie mi się to podobało czy nie, wziął mnie na ręce.
- Lou, odstaw mnie!
- Nie, ja jestem ciepło ubrany, więc po prostu wtul chociaż uda w mój blezer. - powiedział.
Czułam się cholernie niezręcznie, ale zrobiłam jak prosił. Od razu było mi cieplej. Zdjął czapkę z głowy i założył ją mi.
- Aby nie przesadzasz?- zapytałam
- Spoko, mam kaptur- powiedział z uśmiechem, po czym go włożył.
Louis szedł tak ze mną.
- Lou, będzie ciężko ci ze mną na rękach.
- Jestem silny , spokojnie .- puścił mi oko
- No dobra, ok, ale ja się niekomfortowo czuję.
Lou posłał mi pytające spojrzenie
- Ty masz dziewczynę, a ja się czuję trochę jak.,.
- Moja druga ? ;p
- Coś w tym stylu..
- Nie bój nic mała. - uśmiechnął się - Ale wiesz, że musisz się trzymać mojej szyi, tak? - zapytał, gdy zorientował się, że moje ręce bezwładnie zwisają koło jego ud
Zawahałam się.
- Spokojnie, bez sztuczek- uspokoił mnie.  Objęłam rękami jego kark, a głowę położyłam na ramieniu.
Szliśmy tak dalej.
- A tak właściwie..to o co chodzi? Czemu to nie Harry nosi cię teraz na rękach?
Opowiedziałam mu całą historię.
- To nie w jego stylu. On cię naprawdę kocha.
-Zauważyłam wiesz?- powiedziałam zirytowana
Szliśmy i szliśmy..
- Mam w tym mieście ciocię. W Polsce.- powiedział
- Fajn..- nie zdążyłam dokończyć, bo zadzwoniła moja koma.
- Hej, mamo..
Gdy mama mówiła, przyłożyłam telefon do klatki piersiowej
- Możemy jeszcze gdzieś iść, bo w domu  jest znajomy moich rodziców w moim wieku . To taki ciota i się jeszcze do mnie nie raz przystawiał. 
- Nocuj u mnie, ja będę  u mojej cioci, rano jak będę wracał do Londynu zawiozę cię pod szkołę.- zaproponował
- Mamo, niestety nie mogę. Obiecałam przyja..przyjaciółce , że u niej zanocuję. - powiedziałam - Mhm..dobrze, pa.
- Lou, jesteś pewny?
- Tak.
*******
Byliśmy już w pokoju Lou u jego cioci w Polsce. Miała dla niego prywatny pokój :D
- Fajnie tu masz- powiedziałam siadając na łóżko - A ..hm..gdzie ja mam spać?
- Ze mną.
Poszerzyły mi się lekko źrenice.
- Louis, bez jaj.
- Z jajami - uśmiechnął się i opadł na łóżku. Poklepał miejsce obok niego. Uśmiechnęłam się i położyłam obok. Patrzyliśmy w sufit.
Zadzwonił dzwonek.
- Lou, skoro twoja ciocia jest zajęta,  to może ja otworzę. A ty odpoczniesz, bo całą drogę w te i tamte nosiłeś mnie na rękach.
- Ok
Pobiegłam na dół i otworzyłam drzwi. Znalazłam przed nimi przemoczonego Harry'ego.
Chciałam szybko zamknąć drzwi.
Przytrzymał je rękami, był silniejszy.
-  Juls..
- Nie odzywaj się do mnie. Od teraz Julietta. 
- Posłuchaj, czym ja cię uraziłem?
- Jakbyś nie wiedział
Posłał mi pytające spojrzenie
- Nie idziesz do Amber? Jakoś nie protestowałeś kiedy dotykała twojego torsu i się do ciebie przystawiała.'
- Nie zauważyłeś mnie, czy strugałeś głupiego?- zapytałam po chwili
Zignorował to. Wziął moje dłonie i położył na swoim torsie.
- Dotykała tak?- zapytał delikatnie , szybko oddychając.
Zastygłam. Przypomniał  mi się mój pierwszy kontakt z Harrym. Wszystkie pocałunki wróciły. Po chwili jednak  go odepchnęłam. 
- To cholernie boli!
- Wyobrażam to sobie..Ja ja po prostu wyobrażałem sobie ciebie, bo ty mnie  tak  dotykałaś. Dotykałaś tak mojego torsu, ale ty miałaś delikatne dłonie..
- Mogłeś mnie poprosić, ja stałam tuż obok ciebie!
Na dół zszedł Louis. ustał obok mnie.
- Stary, powinieneś już  iść. Naprawdę- powiedział do Hazzy. Zaczęłam szybciej oddychać. Czułam się  podle z tym, że te słowa  mogą urazić Harry'ego, i że dwaj kumple się o mnie pokłócą. 
- Mogę cię chociaż zawieść do Londynu.?- zapytał Harry - Jako rekompensata.
- Dobra, ale teraz błagam, idź już stąd. 
Harry skinął głową. Kropelka wody kapała na jego policzki. Nie miałam pewności czy to deszcz czy może prawdziwe łzy.
****
- Góra czy dół?- zapytał Lou z uśmiechem pokazując mi swoje części garderoby od piżam.
Spojrzałam na niego dziwnie. 
- Żartowałem-  powiedział i rzucił mi luźną długą szarą bluzkę.
Louis poszedł się przebrać do łazienki obok jego pokoju. Ja siedziałam na łóżku. Nie domknął drzwi , więc zobaczyłam jak się przebiera. Jak zdejmuję koszulkę. Szybko odwróciłam wzrok, a on poszedł na drugi koniec łazienki zmienić spodnie.
***
Znalazłam u ciebie fajne gry. Scrabble, chińczyk, domino..o i możemy jeszcze wypić trochę kawy- mówiłam jak szalona
- Nie, dla ciebie już wystarczy kofeiny.
Rozłożyliśmy scrabble na łóżku. Leżałam na brzuchu, a nogi były na górze. Lou siedział po turecku.
- Filozofia..dopisuję sobie 80 punktów- powiedziałam zapisując na karteczce.
- D E B I L. Dopisz mi 104 punkty- powiedział
Westchnęłam.
- Ok..104  punkty.
Położyliśmy się już do łóżka. Wiesz, nadal niepewnie się czuję. - powiedziałam
On tylko się uśmiechnął.
- Spoko, kocham Stellę, a ci oddaję przysługę po przyjacielsku.- powiedział, odwrócił się na drugi bok, przez co prawie stykał się z moją twarzą. Mieliśmy twarze przyciśnięte do poduszek. - A poza tym, fajnie było ci skopać tyłek w Scrabble. ;p Dobranoc
Odwrócił się zadowolony na drugi bok, a ja westchnęłam i przekręciłam się na prosto.
- Zaraz, ty mi wcale nie skopałeś tyłka w Scrabble!- uśmiechnęłam się
- Dobranoc Julie.- uśmiechnął się i zgasił światło.
Poszliśmy spać.
Wiem, że nudna i krótka, ale nie miałam pomysłu ;(
Cz.8 jutro ;p


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz